Leczenie raka gorzkimi pestkami moreli – prawdy i mity

  •  Redakcja
  •  1
  •  26 lipca 2016
  • 425
 

Cudowne właściwości prozdrowotne niektórych warzyw i owoców są bardzo chętnie przyswajane i utrwalane przez obiegową opinię. Na tyle chętnie, że nawet gdy nauka im zaprzecza jakimiś nowymi badaniami, mit jest już na tyle silny, że trudno “wydalić” go ze społecznego krwiobiegu. Tak było chociażby z mitem o dużej zawartości żelaza w szpinaku, gdzie poszło o źle postawione miejsce po przecinku. Czy tak jest również w przypadku antynowotworowego działania pestek moreli?

Pokaż kotku, co masz w środku

Pestki moreli są dziś przedmiotem zażartej dyskusji. Oczywiście gorzkie pestki, pochodzące z dzikich odmian drzew morelowych, zwykłe nie mają ponoć leczniczych właściwości. Jedna ze stron dyskusji widzi w gorzkich pestkach lekarstwo na największą społeczną chorobę naszych czasów – na nowotwór. Według zwolenników terapii „morelowej” pestki mają mieć stuprocentową skuteczność w leczeniu raka w każdym jego typie i stadium. Z kolei druga strona sporu powołuje się na naukę, chociażby na badania sprzed kilku lat, w których to badaniach nie udowodniono przeciwnowotworowego działania gorzkich pestek moreli.

I tak zwolennicy oskarżają przeciwników o to, że farmaceutyczne lobby celowo fabrykuje działania, ponieważ wiele koncernów farmaceutycznych zbija na raku fortunę, a to łatwo dostępne lekarstwo w postaci pestek mogłoby zakręcić kurek z pieniędzmi. Przeciwnicy natomiast oskarżają zwolenników o szarlatanerię, tworzenie niewiarygodnych teorii spiskowych. Zwracają również uwagę na fakt, iż gorzkie pestki moreli spożywane w nadmiarze mogą prowadzić do zatrucia, jako że zawierają w sobie między innymi kwas pruski.

O co tyle szumu?

Wewnątrz gorzkich pestek moreli – ale nie tylko w nich, bo również w migdałach, gorzkich pestkach wiśni, czereśni, jabłek, nektarynek, gruszek czy też w niektórych warzywach strączkowych, np. w bobie – znajduje się Amigdalina. Jest to związek znany również jako witamina B17 tudzież Laetrile. Podczas rozpuszczania się w organizmie z amigdaliny wydziela się m.in. cyjanowodór, znany powszechnie jako kwas pruski. Według entuzjastów terapii gorzkimi pestkami moreli niszczy on komórki rakowe.

Tło historyczne

Najsłynniejszym chyba propagatorem amigdaliny był biochemik, niejaki dr Ernest Krebs, który w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku dowodził, że w istocie pomaga ona w leczeniu nowotworów dużo skuteczniej niż jakiekolwiek inne metody. Podobno od tego czasu wyleczonych amigdaliną zostało ponad 100 tysięcy osób, ale są to dane, które próżno potwierdzić jakimikolwiek dowodami.

Niemniej prawdą jest, że gdy ludzie dowiedzieli się o rzekomym uzdrawiającym działaniem amigdaliny, w wielu przypadkach zaniechali chemioterapii, co siłą rzeczy musiało przełożyć się na zyski (a raczej ich brak) koncernów farmaceutycznych. Zatem teoria o farmaceutycznym lobby – nieważne czy prawdziwa, czy nie – ma tutaj dość mocny argument.

Zwolennicy terapii B17 twierdzą również, że rak jest dziś tak powszechną chorobą przede wszystkim dlatego, że wyłączyliśmy z diety produkty bogate w amigdalinę. Nasi dziadowie, dziadowie naszych dziadów, ale też współczesne ludy prymitywne rzadko notują zachorowania na raka, ponieważ, jak przekonują zwolennicy, spożywają pestki owoców, piją mleko od krów i kóz, które jadły trawę zawierającą B17. I tak dalej, i tak dalej.

Jak jest naprawdę?

Tego nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć. Tak czy inaczej zawsze możemy spróbować na własnej skórze, choć zalecenia UE sugerują, aby nie spożywać więcej niż dwóch pestek dziennie, z powodu kwasu pruskiego, którym można się zatruć.

Przeczytaj także