Alkohol, papierosy, cukier, marihuana. Nie zgadniesz, która z tych substancji jest najmniej szkodliwa

  •  Redakcja
  •  4
  •  6 grudnia 2016
  • 1 793
 

Odpowiedź może Was nieco zdziwić. Najmniej szkodliwą substancją z powyższego zestawienia jest bowiem ta, której w Polsce nie można nabyć legalnie, czyli marihuana. Tak przynajmniej twierdzą amerykańskie media, a konkretnie: telewizja NBC News oraz nowojorska gazeta The Wall Street Journal.

Ileż to już przeprowadzano badań na temat szkodliwości lub nieszkodliwości marihuany. Zwolennicy palenia jointów znajdowali pierdylion argumentów za tym, że są one nie tyle nieszkodliwe, co wręcz prozdrowotne. Z kolei z przeciwnej strony bieguna docierały coraz to nowsze wieści o tym, jak to marihuana zżera ludziom mózg i odbiera iloraz inteligencji, punkcik IQ po punkciku. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, brakuje miejsca na merytoryczną dyskusję, ta bowiem pozostaje w cieniu walki na skrajności. W tym kurzu bitewnym neutralny obserwator może co najwyżej zgłupieć.

Wróćmy jednak do właściwego tematu. Sonda przeprowadzaona przez NBC News i The Wall Street Journala dowodzi, że w społeczne postrzeganie marihuany przez Amerykanów zmieniło się na tyle, iż z kwartetu: alkohol, papierosy, cukier i marihuana zaledwie 8% ankietowanych jako substancję najniebezpieczniejszą wskazało tę ostatnią.

I rzeczywiście, jeżeli spojrzymy na społeczne skutki nadużywania czy to alkoholu, czy papierosów lub wszechobecnego cukru, to marihuana wygląda jak drobny złodziejaszek w towarzystwie seryjnych zabójców. Rak płuc, otyłość i cukrzyca, alkoholizm niosący ze sobą całą litanię schorzeń – to niewątpliwie jedne z najpoważniejszych i największych problemów współczesności. Uzależnienie od marihuany czy zmiany w mózgu spowodowane nadmiernym jej używaniem… to błahostka przy takiej chociażby otyłości, którą należy dziś postrzegać w kategoriach światowej pandemii.

Kolejna rzecz – estetyka. Człowiek gruby (w tym przypadku nadużywający cukru) nie wygląda dobrze i nie kojarzy się zbyt pozytywnie. Osoba otyła często przywołuje łańcuch skojarzeń, nie zawsze słusznych, a większości krzywdzących: gruby, a więc ślamazarny; ślamazarny, a więc pewnie głupi; głupi, to pewnie nie wie, jak używać mydła itd. Papierosy, które kiedyś kojarzyły się jednoznacznie z symbolem męskości, w obecnych czasach mają przechlapane pod względem wizerunkowym. A co dopiero mówić o alkoholizmie. Szereg kampanii społecznych na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci bądź co bądź przyniósł jakiś tam skutek. Owszem, jestem pewien, że jako ludzkość nie pijemy mniej niż na przykład dwadzieścia lat temu, ale alkohol, zwłaszcza nadużywany, kojarzy się jednoznacznie negatywnie.

I tutaj wkracza marihuana. Joincik, reggae w tle, atmosfera relaksu i pacyfizmu. Uśmiech na ustach, nikomu nie szkodząca euforia. Czasem nawet pod wpływem trawy przyjdzie do głowy jakiś genialny pomysł pokroju: a może by tak jutro założyć jedną skarpetkę białą, a drugą czarną (autentyk). Nic, tylko się śmiać. Do czego zmierzam? W miarę jak alkohol, cukier i papierosy traciły wizerunkowo w oczach mas, tak jednocześnie marihuana zyskiwała.

Umówmy się co do jednego – żadne rzetelne badania nie sugerują, aby marihuany nadużywać. Nawet w tej sondzie, którą przywołałem. Nie ta w niej porównania „co jest lepsze”, ale „co jest najmniej szkodliwe”. Już samo to wskazuje dobitnie, że każda z powyższych substancji jest szkodliwa, a już na pewno stosowana w nadmiarze.

Zdaję sobie sprawę, że zwolennicy legalizacji marihuany widzą tylko zalety takiego przedsięwzięcia, bo wad po prostu widzieć nie chcą. Dlatego z takim entuzjazmem będą przywoływać dane statystyczne na temat tego, ile milionów rocznie zabijanych jest przez alkohol, tytoń czy schorzenia spowodowane nadużywaniem cukru. Sęk w tym, że wciąż są to używki od marihuany znacząco powszechniejsze.

Z drugiej strony, osobiście uważam, że głupotą jest stawianie alkoholu ponad marihuaną i wskazywanie, które może być legalne, a które nie. Myślę, że w przypadku naszej kultury wynika to nie tyle z merytorycznej argumentacji, co… z tradycji. W końcu w Rzeczpospolitej piło się zawsze, czy to w czasach szlacheckich, czy za PRL-u. Czy nawet dzisiaj. Ale to już akurat temat na inną opowieść…

Zapisz

Przeczytaj także