Nie pójdę trenować, bo trawa jest dziś za mało zielona

  •  Redakcja
  •  0
  •  29 grudnia 2016
  • 531
 

Kto Ci ukradł marzenia? Bez treningu jesteś nigdzie. Mnie się nie chce, mam piwo i chipsy, a trawa jest dziś za bardzo zielona, aby pobiegać. Rozumiesz? Masz wymówki! Dlatego będziesz mieć gruby tyłek. Wały tłuszczu będziesz mieć. Będziesz stękać, będziesz gruba, będziesz gruby. To będzie, proszę ja Ciebie, żenujący rozwój. Nie będzie żadnych efektów, ponieważ nie napieracie. Ponieważ ciągle macie jakieś wymówki.

A bo ja to w ogóle nie mam czasu…

Uwaga! Właśnie przekazuję myśl, która odmieni Wasze postrzeganie tejże wymówki. I robię to całkowicie za darmo.

Otóż: dla każdego człowieka na świecie doba ma dwadzieścia cztery godziny, tydzień składa się z siedmiu, a rok z trzystu sześćdziesięciu dni.

I prawda jest taka, że jeżeli sporządzisz odpowiednio zbilansowany koktajl z chęci i zaangażowania, z pewnością uda Ci się wygospodarować wystarczająco dużo wolnego czasu. Bo nie wierzę, że nie znajdziesz godzinki dziennie na jogging, przepłynięcie kilku długości basenu czy polansowanie się na siłce. Jeśli jest inaczej, to zmień to czym prędzej, w przeciwnym razie „to będzie żenujący rozwój”, jakby powiedział to nasz mentor sparafrazowany w leadzie.

No bo dzieciaki, karmienie piersią, pieluchy, zajęcia pozalekcyjne…

Najmniejsze pociechy rzeczywiście mogą absorbować na tyle, że czasem brakuje czasu nawet na siku. Ale coś Ci powiem: z właściwym podejściem zyskasz te kilka pełnych obrotów wskazówek zegara, które będziesz mogła przeznaczyć na trening. W zupełności wystarczy, jeśli zaczniesz wykorzystywać nawet te krótkie minuty, jakie ofiaruje Ci Twój potomek, na przykład kiedy łaskawie zasypia.

Możesz również włączyć swoją pociechę w codzienny trening, w końcu dla chcącego nic trudnego. Już same spacery z wózkiem będą świetnym sposobem na utrzymanie formy, o ile będą odbywały się regularnie. Jeśli Twoje dzieciaki są starsze, spróbuj zorganizować im czas tak, aby zarówno Ty, jak i one, mogły spędzić go aktywnie. To o tyle wartościowe rozwiązanie, że z jednej strony sama będziesz mogła trenować, z drugiej – wpoisz swoim pociechom odpowiednie nawyki, dzięki którym szybko zrozumieją, jak ważna jest dla człowieka regularna aktywność fizyczna.

No bo nie mam odpowiedniego sprzętu

Taka sytuacja: kilka lat temu chciałem kupić sobie rower. Wygospodarowałem na ten cel okrągłe trzy tysiące złotych, mając nadzieję, że taki budżet umożliwi mi zakup dobrej jakości sprzętu. Poszedłem więc do sklepu rowerowego i przedstawiam sprzedawcy swoje oczekiwania. Na co ten odpowiada:

„No wiesz pan, trzy tysie to takie absolutne minimum. Dobrze by było, gdybyś pan dołożył jeszcze tysiaka na ramę z kryptonitu, tysiaka na szprychy z kości słoniowej, dwa tysiaki na siodełko ze skóry mamuta. Bo bez tego jazda będzie męczarnią. Aha, byłbym zapomniał, ważny jest jeszcze licznik na systemie Android, z modułem GPS, opcją automatycznej wymiany opon i ekspresem do kawy. No więc generalnie za trzy tysiące to pan hulajnogę kupisz, nie rower”.

Wkurzyłem się, wyszedłem ze sklepu i udałem się na rynek, gdzie kupiłem od jakiegoś dziadka odnowioną używaną szosówkę. Zapłaciłem raptem 250 zł. Co się okazało? Że na takim rowerze też da się jeździć! I to całkiem przyjemnie. A waga spadała zapewne tak samo, jak spadałaby, gdybym używał roweru za dziesięć tysięcy.

Poza tym… kto (oprócz gadżeciarzy i producentów) powiedział, że aby utrzymać formę potrzebny jest jakikolwiek sprzęt?

No bo jestem gruby, stary, boli mnie noga

Nadwaga i otyłość potrafią być murem nie do sforsowania, jeśli chodzi o rozpoczęcie regularnej aktywności fizycznej. Po pierwsze stanowią realne ograniczenie w przypadku wielu dyscyplin, po drugie – same w sobie generują psychiczną barierę, która skutecznie powstrzymuje od pójścia na siłownię czy basen. Aczkolwiek kiedyś wreszcie trzeba zainicjować zmiany w życiu, aby pozbyć się tego, czego wstydzimy się przed sobą i innymi; tego, co znacząco obniża poczucie własnej wartości. Zresztą wierzcie lub nie, ale na siłownie naprawdę nie uczęszczają wyłącznie piękni, młodzi i wysportowani…

Jesteś za stary, powiadasz? Kołcz Majk powiedziałby Ci, że „mamy rockowców, mają siedemdziesiąt lat i non stop bzykają groupies”. Nie, nie namawiam Cię w tej chwili do rozpoczęcia wzmożonej aktywności seksualnej (chociaż… czemu by nie?). Chcę Ci tylko uświadomić, że wiek jest taką samą wymówką, jak wszystkie inne. A form fizycznej aktywności jest dziś na tyle, że w każdym wieku można jakąś podjąć.

Boli Cię noga? Coś strzyka w plecach? Zakwasy nie dają spać?

Zaciśnij zęby, podejmij wyzwanie i spróbuj przezwyciężyć własne słabości. W ten sposób zahartujesz nie tylko ciało, ale i ducha, co przełoży się pozytywnie na masę innych spraw, z jakimi borykasz się na co dzień. W końcu powiedzenie, że „w zdrowym ciele zdrowy duch” nie wzięło się znikąd.

 

Zapamiętaj słowa naszego mentora: „nie masz sześciu żyć, masz jedno. I co z nim zrobisz”?

(PS. Nie trać życia na coaching i rozwój osobisty).

Przeczytaj także